Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby nieruchomości na mapie
Mój życiorys: dzieciństwo (1976-91)

mentat

:: mentat ::

Mój życiorys: dzieciństwo (1976-91)

Matka wypchnęła mnie z macicy tydzień później niż zakładano, poród trwał ok. dobę. Urodziłem się w Gdańsku 27 VI 1976 r. wg kalendarza gregoriańskiego. Przede mną w Gdańsku dorastali lub/i pracowali: astronom Jan Heweliusz, botanik Jakub Breyn, fizyk Gabriel Fahrenheit, filozof Arthur Schopenhauer, gauleiter Albert Forster, oraz nobliści: fizyk Adolf Butenandt, pisarz Gunter Grass, działacz związkowy Lech Wałęsa. Z dłuższymi wizytami w Gdańsku bywali: Jan III Sobieski, Napoleon Bonaparte, Giacomo Casanova, Adolf Hitler i Joseph Goebbels. Zaś 27 czerwca urodzili się przede mną w Polsce: Krzysztof Kieślowski, Wojciech Cejrowski i Bogusław Linda.

Gdy miałem około roku życia popłodowego, w ciągu kilku tygodni zmarł mój pradziadek, dziadek i wujek, z którymi mieszkałem wraz z rodzicami. Mój ojciec i matka, nie znający psychologii, podjęli wówczas znamienną dla mojej osobowości decyzję wysłania mnie na wieś pod opiekę ciotki. Jako że znajdowałem się wówczas w fazie silnej potrzeby kontaktu emocjonalnego z matką, jedyną osobą którą znałem i do której byłem przywiązany uczuciowo, odizolowanie mnie od niej wywołało tendencje do zaburzeń poczucia bezpieczeństwa, lęków i zaburzeń poczucia sensu w całym moim dalszym życiu. Osamotniony, w XIII wiecznej wsi Pączewo, z XIV wiecznym pokrzyżackim kościołem, postawiłem swoje pierwsze kroki.

Moi rodzice byli pracownikami umysłowymi, zatrudnionymi w przemyśle okrętowym (ojciec inż. głównym projektantem). Od urodzenia mieszkałem z nimi w domu ceglanym, wybudowanym w tzw. okresie międzywojennym przez Niemców dla robotników, przy - nieistniejącym dziś - najstarszym w Polsce lotnisku. Cała moja rodzina składała się z rzymskokatolików, toteż zostałem ochrzczony w kościele parafialnym, mieszczącym się w przerobionym budynku po stajni pruskiej armii. Nadano mi imię chrzestne Piotr – z gr. Kamień. W okresie przed szkolnym, powszechnie wyznawana w moim środowisku doktryna chrześcijańska spowodowała moje głębokie pragnienie zostania świętym. W wyniku tego byłem dzieckiem grzecznym i empatycznym. Jednak już w okresie I Komunii, moje przemyślenia oparte na czytaniu Biblii, rozmowach z duchownymi i obserwacji osób deklarujących swoją wiarę religijną, spowodowały moje odchodzenie od doktryny Kościoła. Być może miało w tym swój udział zatajenie przeze mnie tzw grzechu ciężkiego podczas spowiedzi – być może później podświadomie dążyłem do zdeprecjonowania wiary rzymskokatolickiej aby zlikwidować dysonans poznawczy.

W mojej postawie swój udział miał na pewno Zbyszek L. - dwudziestokilkuletni pracownik lecznicy dla zwierząt, który opiekował się mną podczas letnich wakacji. Wywarł na mnie ogromny wpływ, gdyż traktował mnie po partnersku, nie z charakterystyczną dla dorosłych protekcjonalnością. Był on ateistą, ale unikał ze mną rozmów na tematy religijne aby nie buntować mnie przeciwko mojej rzymskokatolickiej rodzinie. Jednak przekazał mi wiele innych „życiowych prawd”, np. mówiąc o związkach z kobietami, których miał wiele: „Z kobietami jest jak z zabawkami. Widzisz na wystawie sklepowej piękny samochodzik, bardzo chcesz go mieć, w końcu rodzice ci go kupują, jest to twój najlepszy samochodzik, stale się nim bawisz. Ale po jakimś czasie ci się nudzi, i widzisz na wystawie inny, i bardzo chcesz go zdobyć. W końcu zdobywasz ten kolejny i wtedy nim się stale bawisz, dopóki nie znudzi ci się i nie zauważysz innego.”

Po moim urodzeniu, moja matka była dwukrotnie w ciąży, jednak raz poroniła, a drugi miała ciążę pozamaciczną, która została usunięta chirurgicznie. W efekcie tego jestem jedynakiem. Bycie nim wykształciło u mnie dwa podświadome przekonania, że jestem za wszystko odpowiedzialny (za cały bałagan w pokoju), oraz że wszystko jest moje (każda zabawka należy do mnie). Dorastałem w izolacji od rówieśników (poza sporadycznymi zabawami z kolegą Wojtkiem W. i kuzynką Renatą O.), stale w otoczeniu dorosłych, zazwyczaj intelektualistów (jak znajomi ojca, inż. okrętowi: Andrzej Ł., Leon R., Wojciech P.). Spowodowało to że byłem dzieckiem poważnym, opanowanym, z dużą racjonalną wiedzą i dojrzałym słownictwem. Dało to mi przekonanie, że jestem wyższy intelektualnie niż moje środowisko, rówieśnicy, współuczniowie, współstudenci.

W wykształceniu u mnie zamiłowania do wiedzy naukowej i poszukiwania prawdy, duże znaczenie miała wieś Pączewo. Tam mój dziadek Stanisław P., dyr. szkoły, oficer WP, opowiadał mi o owadach, pokazywał zwierzęta, życie przez mikroskop oraz przyrodę nieożywioną. Tam, głównie na strychu, znajdowałem komunistyczne książki racjonalnie opisujące świat, należące do mojego dziadka lub zabrane z biblioteki, którą prowadziła moja babcia – jego żona. Tam też przeprowadzałem swoje pierwsze „eksperymenty” biologiczne, prowadzone głównie na owadach oraz tam w okresie świąt, gdy był zjazd rodzinny, prowadziłem przed biesiadnikami swoje pierwsze „wykłady”. Ponieważ byłem za nie nagradzany aprobatą społeczną, utrwaliło się u mnie dążenie do prawdy i racjonalizmu oraz zainteresowanie nauką.

Gdy miałem 5 lat życia popłodowego, rodzice zapisali mnie do przedszkola, odległego o ok. kilometr od domu. Czułem się wyobcowany wśród, wydawało mi się: niedorozwiniętych, niewychowanych i agresywnych rówieśników. Nie chciałem tam chodzić, płakałem, miałem lęki nocami i wołałem do swojego łóżka rodziców. Odmawiałem jedzenia tam posiłków, na co nie reagowano dopóki nie nauczyłem się wymiotować z premedytacją. To, oraz moje wymioty jako protest przeciwko wywożeniu mnie na weekend na wieś (gdy była jedyna półgodzinna Dobranocka w TV) utrwaliło we mnie wegetatywną labilność i tendencje do psychosomatycznego neurotyzmu. Raz, z dwoma kolegami uciekliśmy z przedszkola; gdy nieznajomy kierowca odmówił mi przewiezienia mnie do domu, wróciłem do przedszkola. W sali zapytano mnie czy wróciłem z łazienki czy jestem uciekinierem, odpowiedziałem szczerze, w efekcie czego dostałem lanie od przedszkolanki, a potem od swojej matki. Uświadomiłem sobie wówczas że szczerość i lojalność nie popłacają, gdyż obie panie popełniły kardynalny błąd w układaniu dzieci – taki jak właściciele psów, którzy po ich wybryku wołają je do siebie i gdy przybiegną biją – pies kojarzy że otrzymał karę za posłuszny powrót a nie wybryk. W przedszkolu zdominowała mnie potężna blondwłosa koleżanka, czyniąc sobie ze mnie niewolnika, gdyż wpojono mi euroarystokratyczną zasadę że kobiet się nie bije. W wolnym czasie koledzy Krzysiek i Sebastian zaprowadzili mnie na cmentarz w dzielnicy Zaspa, gdzie do 1945 r. kal. greg. chowano bandytów, a po wojnie przemianowano nekropolię na cmentarz bohaterów. Tam wymusili na mnie pokazanie moich genitaliów, co uważałem za rzymskokatolicki grzech, w efekcie czego wytworzyły się u mnie tendencje do ekshibicjonizmu i zachowań kobiecych. Zabrali mi również figurkę Winnetou, symbolizującą dla mnie ideały, które wiązały się z czytaniem mi do snu przez ojca powieści Karola Maya. Podczas zabaw na placu przy przedszkolu, kopałem w ziemi i czując się archeologiem odkrywałem jakieś płyty nagrobkowe.

Pozytywne wzorce seksualne utrwaliła u mnie starsza koleżanka Milena, mieszkająca krótko naprzeciwko wyjścia z mojego domu. Bawiliśmy się w Czterech pancernych, gdzie ja byłem Jankiem a ona Marusią. Pewnego wieczoru, w moim pokoju zaproponowała zabawę w noc, ułożyliśmy lalki i pluszowe misie jako nasze dzieci do snu, sami jako małżeństwo położyliśmy się na mojej kanapie. Tam prosiła abym ją dotykał, jako że miała zapinaną z tyłu sukienkę gładziłem jej plecy. Nalegała by mogła mnie podotykać, jednak nie doszło do tego gdyż miałem szelki, których nie dało się szybko zapiąć, a mój ojciec wchodził do pokoju nas kontrolując, i inicjując we mnie tendencje do seksualnej nerwicy. Ważne też były wówczas filmy, które utrwaliły u mnie pewne postawy i wzorce zachowań, heroiczne, idealistyczne, nie takie jakie generują współczesne filmy made in USA.

Najmilsze co się wówczas dla mnie wydarzyło, to spacery z matką po zamarzniętej Zatoce Gdańskiej, daleko od brzegu, pod nogami tafla lodu a poniżej otchłań morza. Najstraszniejsze to gdy pijany ojciec, po imprezie rodzinnej w Sopocie bije pięściami matkę, a ja jestem taki malutki, bezradny, i nic nie mogę na to poradzić. To wydarzenie, na zasadzie kompensacji, wywołuje u mnie do dziś nieuzasadnione racjonalnie przejawy empatii, litości i wzruszeń w stosunku do cierpiących ludzi i innych istot. Niestety, muszę też walczyć z wzorcami postępowania względem kobiet, narzuconymi mi przez autorytet ojca, z mojego dzieciństwa.

Pamiętam też pochody 1 Maja, pościg milicji gdy ktoś z przechodniów rzucił w ich nyskę kamień. Jedzenie na kartki, rarytasy przywiezione przez ojca z delegacji w Bułgarii, pomoc rodziców udzielaną „Solidarności” i wujkowi, konspiratorowi, który potem został regionalnym szefem ABW, oraz stan wojenny. Wtedy nauczyłem się, przez regułę autorytetu i dowodu słuszności społecznej, czuć tłum. Wzruszać się w podniosłych dla mas chwilach, jak wspólna modlitwa czy śpiew. Pamiętam jak byłem z ojcem na spacerze przy strajkującej Stoczni im. Lenina, patrząc na robotników siedzących z transparentami na murze, zapytałem tatę „Czemu ci panowie tu siedzą?” Zanim zdążył odpowiedzieć, jeden z robotników zwrócił się do mnie „Żeby ci było lepiej syneczku”.

Ukończyłem szkołę podstawową mieszczącą się w budynku po koszarach armii pruskiej, obok budynku wybudowanego dla jej kompanii łączności, w którym w okresie międzywojennym uruchomiono obserwatorium astronomiczne, zlikwidowane w 1945 r. Rozwijałem się nadal, dzięki książkom popularnonaukowym które dostawałem, otrzymałem też komputer Commodore 64 i pisałem na nim programy w Basicu, pojmując ideę algorytmu. Jako że moje świadectwa z paskiem nie były gratyfikowane przez rodzinę, porzuciłem starania o wybitne wyniki w nauce szkolnej. Jedynie z religii dostawałem zawsze świadectwa z wyróżnieniem, piątki lub oceny celujące – za wiedzę. W III klasie zbudowałem grupę kolegów, śledzącą Elę K, koleżankę z klasy która mi się podobała. Powstała inna grupa ją ochraniająca i walczyliśmy przeciw sobie jak oddziały wywiadowcze. Skończyło się to wezwaniem mojej matki do szkoły, obniżeniem mi sprawowania i przeprowadzką Eli K. Potem moją matkę wzywano jeszcze kilkakrotnie do szkoły z powodu treści prac jakie pisałem na lekcje. Z powodu krzyżówki z biologii, w której umieściłem hasło potocznej nazwy penisa męskiego: chuj. Z powodu pracy z j. polskiego o Niemcach Kruczkowskiego, gdzie dowodziłem, że wszystko jest zdeterminowane. Z powodu pracy z historii, gdzie sugerowałem, iż lepiej byłoby dla Polski gdyby pozytywnie rozpatrzyła propozycję III Rzeszy o przyłączeniu się do Osi. Rysowałem też kobiece akty i pisałem opowiadania erotyczne, które bardzo doceniali moi koledzy. A także kupowałem im pisma pornograficzne, gdyż sami się wstydzili, oraz sam zacząłem je kolekcjonować. (Wcześniej kolekcjonowałem zdjęcia kobiet wycięte z gazet i czasopism.) Przez rok na przerwach przechadzałem się i rozmawiałem z nową, młodą, ładną nauczycielką, która nie umiała zdyscyplinować moich kolegów oraz która pożyczyła ode mnie kilka cennych kodeksów i nigdy mi ich nie oddała. W okresie tym, grałem nieudolnie w piłkę nożną, oraz z powodu skoliozy uczęszczałem regularnie na basen pływacki, gdzie zostałem wyróżniony nagrodą. Ćwiczyłem też karate, dzięki znajomości towarzyskiej cioci z mistrzem Polski w Do Shotokan. Z kolegami grałem w gry strategiczne figurkami żołnierzy, dział i pojazdów, ucząc ich wszystkich że liczy się siła rażenia i zasięg uzbrojenia, a nie ile się przewróci figurek jak się w nie kulnie piłką. Jako że miałem wysokie zdolności oratorskie, moja armia prawie zawsze wygrywała. Grałem też w gry fabularne i strategiczne, wydawane głównie przez firmę Encore, planszowe i kartkowe. Główny negatyw jaki wynika z tego okresu mojego życia to lęk i stres towarzyszący obliczeniom matematycznym (a więc i fizyce oraz chemii), który wygenerowała u mnie nauczycielka matematyki o nazwisku Łoś, która biła i poniżała uczniów odpowiadających na jej zajęciach.

W okresie szkoły podstawowej hodowałem i obserwowałem wiele zwierząt oraz roślin, poznawałem ich anatomię, fizjologię i behawior. Miałem chomiki (z których dwa niechcący zabiłem, przez co miałem silne poczucie winy), pająki, ślimaki, mysz domową (która zginęła przez moją bierność – też poczucie winy), rybki, muchówki octówki, pierwotniaki, żabki akwariowe. Poznałem też dokładnie życie gołębi, gdyż mój ojciec miał na strychu gołębnik z ok. setką tych ptaków. Na wsi poznałem zwierzęta i rośliny hodowlane. Na działce obserwowałem króliki, owady, pajęczaki, warzywa i owoce, złapałem tam też wróbla nagimi dłońmi, ale wypuściłem gdyż poinformowano mnie błędnie, że umierają w niewoli. Hodowałem przez kilka lat z dużym powodzeniem kaktusy i inne sukulenty w swoim pokoju. Na przydomowym podwórku obserwowałem koty, jeże i ptaki, oraz owady i pajęczaki, a szczególnie byłem zainteresowany mrówkami ogrodowymi czarnymi i czerwonymi, których życie opisywałem w zeszycie. Zmieniłem również parametry ekosystemu w swojej dzielnicy, przynosząc do niej kilka siatek winniczków z cmentarza Srebrzysko, które ku nerwowości ogrodników skutecznie się zaadoptowały.

Konstruowałem proste roboty, skonstruowałem komputer mechaniczny, wykonywałem modele terenów do symulacji potyczek i bitew żołnierzykami w skali 1:72 (które kolekcjonowałem), kreśliłem plany techniczne okrętów i budynków, sklejałem modele (głównie samolotów bojowych), bawiłem się resorowcami firmy Matchbox jako pojazdami postaci o rozbudowanej psychice, żyjących w interaktywnym społeczeństwie. Gdy w Pączewie puszczałem model samolotu, utknął mi on na chlewie; zdjął go ojciec z drabiny grabiami, jednak model uległ nieodwracalnym zniszczeniom. Moja babcia (ortodoksyjna rzymskokatoliczka) powiedziała do mnie „Dziękuj Bogu że odzyskałeś samolot!”. Odpowiedziałem „Za co mam dziękować?! Że jest zepsuty?!” Jeśli chodzi o jedzenie, zazwyczaj mi w tamtych czasach nie smakowało, wybrzydzałem i mało jadłem, byłem zmuszany do jedzenia, a na wsi wypróżniałem jelita raz na tydzień (odczuwając wstręt do pełnego czerwi, pędraków i drutowców wychodka). W większości czasowej tego okresu, jeśli chodzi o przyszłą pracę, chciałem zostać pisarzem; napisałem kilka prac takiej jakości, że kwestionowano iż ja-dziecko mogłem sam coś takiego wymyślić. Od przedszkola, czując się osobą nieprzeciętną, miałem dwa przekonania: że nigdy się nie ożenię, oraz że umrę w wieku 33 lat (w razie potrzeby sam prowokując swoją śmierć). Wydawało mi się, że do tego wieku zdążę zrealizować swoje plany życiowe, a liczba 33 zdawała mi się dla mnie „magiczną”.

Także w tym okresie, relatywnie sporo podróżowałem, pogłębiając swoją wiedzę historyczną, przyrodniczą i geograficzną. Mój sąsiad Antoni Dworski, nestor turystyki, sybirak, zabierał mnie na liczne wyprawy indywidualne i organizowane w ramach PTTK. Wycieczki te były ważne, gdyż podbudowywał je wiedzą o miejscu do którego podróżowaliśmy. Ponadto uczestniczyłem w pielgrzymkach do sanktuariów rzymskokatolickich, z Jasną Górą na czele. Na wakacjach w Starogardzie Gdańskim poznałem pracę lekarzy weterynarii w lecznicy i w terenie; z przymusu wydaliłem tam mocz w doniczkę z geranium mojej cioci, w wyniku czego stałem się pośmiewiskiem rodziny, co było dla mnie bardzo przykre. Na wakacjach w kaszubskiej wiosce poznałem myślistwo i wędkarstwo. Podczas zabawy w tamtejszej rzece drewnianym modelem łódki zrobionej przez inż. Andrzeja P. w którym umieściłem figurkę księcia polskiego Mieszka I (z komunistycznej serii historyczno-edukacyjnej) łódeczka wymknęła mi się i popłynęła z prądem ku wodospadowi. Przed wodospadem mojemu ojcu udało się grabiami uratować model łódki, a figurka króla poszła na dno – nie rozumiałem wówczas czemu model miał być ważniejszy od figurki, z pewnością personifikując tą figurkę. Na wakacjach w ośrodku wczasowym we Wielu, w 1989 r. kal. greg., podczas zabawy w panią, gdy udawałem obnażoną obserwowaną kobietę i penis zaplątał mi się w kołdrę, doznałem pierwszej ejakulacji na jawie. Przywiozłem też z tych wakacji książkę Wszechświat i ewolucja, kupioną mi przez ojca. Na wakacjach w Ustroniu (którego nazwa wg legendy pochodzi od spalenia tam przez tatarów kilkuset jeńców, od łac. ustrinum, czyli: pogorzelisko z ludzkich ciał) poznałem góry oraz tamtejszą florę i faunę, dziką i hodowlaną; gdy rodzice odmówili mi kupna metalowego żółtego modelu samochodu, symulowałem że próbuję się z tego powodu ciąć żyletką – rodzice zareagowali poprawnie, samochodziku nie dostałem. Przez zwiedzanie Trójmiasta oraz Pomorza, podbudowane książkami, doskonale poznałem otaczający mnie obszar, z zabytkami ze średniowiecza i II wojny światowej (Malbork, Frombork, Westerplatte, Forty Napoleońskie, itd.) Jako że dużo chodziłem podczas wycieczek, a moja rodzina nie posiadała samochodu, wykształciły się u mnie silne, smukłe, umięśnione nogi.

Pod koniec okresu szkoły podstawowej, z powodu podejrzenia o nadciśnienie tętnicze zostałem zamknięty na oddziale dziecięcym szpitala na Zaspie – w dzielnicy blokowej powstałej na terenach dawnego lotniska. Zainspirowany grą komputerową Great Escape, w przemyślny sposób uciekłem z tego szpitala, mając dość infantylności moich współpacjentów (takiej jak wydalanie kału do zlewu w sali). Poszukiwała mnie milicja oraz karetka z moją matką. Była zima, zaszyłem się na balkonie mojej cioci, matki chrzestnej, gdyż nie było jej w domu. Odnaleziono mnie tej samej nocy. Moja matka miała przy sobie mój list z tłumaczeniem ucieczki i aforyzmem „Życie jest fraszką, pisaną przez los.”

Zostałem skierowany do pedagoga szkolnego a następnie do Poradni Wychowawczo-Zawodowej, gdzie ustalono w wyniku badań, iż mam bardzo wysoką inteligencję oraz wiedzę ogólną, jestem wegetatywnie labilny, mam obniżoną recepcję wzrokową, jestem wrażliwy i powinienem po szkole podstawowej pójść do liceum.


mentat 15/10/2008 19:16:36 kalendarza gregoriańskiego [Powrót] Komentuj

|| Spokojna ||
Przepraszam, że odpisuje po takim czasie. Może po prostu trzeba było nie dawać linku znajomym i zostawić to dla siebie?
Ja też nie wszystkich znajomym, a raczej tylko kilku osobą dałam linka do swojego bloga. Przeczytałabym więcej.
http://spokojna.blog4u.pl/ || data: 23/07/2012 17:01:52 kalendarza gregoriańskiego
zalogowany || IP: zalogowany

|| mentat ||
ladyrockmeg - początek mojego życiorysu nie jest tak niestatystyczny jak jego dalsza część. Zwłaszcza w okresie gdy studiowałem, przydarzyły mi się zjawiska nietypowe i bardzo mało prawdopodobne (samobójstwa Najbliższych, sprawy karne, szpitale psychiatryczne, itp.) Pragnąłem na tym moim blogu to wszystko szczerze opisać w kolejnych częściach, bez tendencyjności (np. bez cenzurowania swoich wad i błędów czy bez apoteozy osób które pokochałem), chciałem pokazać prawdę, aby czytelnik widział że jestem człowiekiem, że jak on czasami błądzę i niekiedy mam problemy, a może uświadomił mi w komentarzu jakiś związek przyczynowo-skutkowy w moim życiu, którego ja sam nie dostrzegam. Jednak moje wpisy autobiograficzne zaowocowały wulgarną agresją względem mnie i osób mi bliskich uczuciowo (wpełzają tu moi wrogowie szukając na mnie "haków"), więc tymczasem zrezygnowałem z ujawnienia szczerze całego mojego życiorysu po dzień dzisiejszy. Choć w głębi mózgu pogardzam tymi ludźmi, którzy sami zatajają swoje wady i porażki, udają innych niż są, a czekają jak inni się odsłonią aby tylko móc ich ugryźć.
brak www || data: 13/03/2012 21:01:28 kalendarza gregoriańskiego
host-109-107-6-31.ip.jarsat.pl || IP: 109.107.6.31

|| ladyrockmeg ||
Historia twojego życia jest po prostu.. niezwykła.
http://ladyrockmeg.id.joe.pl/ || data: 17/02/2012 19:40:09 kalendarza gregoriańskiego
zalogowany || IP: zalogowany