Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Szanowny Użytkowniku,
Zanim klikniesz 'Przejdź do serwisu', prosimy o przeczytanie tej informacji.
Zgodnie z art. 13 ust. 1 ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r. (RODO), informujemy, iż Państwa dane osobowe zawarte w plikach cookies są przetwarzane w celu i zakresie niezbędnym do udostępniania niektórych funkcjonalności serwisu. W przypadku braku zgody na takie przetwarzanie prosimy o zmianę ustawień w stosowanej przez Państwa przeglądarce internetowej.
Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest GO-MEDIA, z siedzibą ul. Stanisława Betleja 12 lok 10, 35-303 Rzeszów, VAT-ID: PL792-209-42-66.
Podanie danych jest dobrowolne ale niezbędne w celu świadczenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
Posiada Pani/Pan prawo dostępu do treści swoich danych i ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, prawo do przenoszenia danych, prawo do cofnięcia zgody w dowolnym momencie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania, wszelkie wnioski dotyczące wskazanych powyżej praw prosimy kierować na adres email: gomedia@interia.pl.
dane mogą być udostępniane przez Administratora podmiotom: Netsprint S.A., Google LLC, Stroer Digital Operations sp. z o.o., w celu prowadzenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
podane dane będą przetwarzane na podstawie zgody tj. art. 6 ust. 1 pkt i zgodnie z treścią ogólnego rozporządzenia o ochronie danych.
dane osobowe będą przechowywane do czasu cofnięcia zgody.
ma Pan/Pani prawo wniesienia skargi do GIODO gdy uzna Pani/Pan, iż przetwarzanie danych osobowych Pani/Pana dotyczących narusza przepisy ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r.
klikmapa.pl
Mój życiorys: adolescencja (1991-95)

mentat

:: mentat ::

Mój życiorys: adolescencja (1991-95)

Zdawałem egzaminy wstępne do II Liceum Ogólnokształcącego w Gdańsku; zdałem je, jednak nie zostałem przyjęty gdyż inni kandydaci mieli wyższe średnie ode mnie. Wówczas złożyłem dokumenty do XVIII LO, otwieranego od najbliższego września w mundurowej szkole Conradinum, istniejącej od 1801 r., w której aktualnie były: technikum i szkoła zawodowa budowy okrętów. Ojciec mój, który skończył Conradinum, porozmawiał ze znajomymi z tej szkoły aby mnie tam przyjęto. Potem wielokrotnie wypominał mi, że jestem nieudacznikiem i nawet do liceum on mi załatwił przyjęcie, co było fałszem, gdyż przyjęto tam wówczas uczniów z niższą średnią ode mnie.

Zakładam, że w ostatecznym rozrachunku, jak to często bywa, to co wydawało się negatywem, problemem i klęską, okazało się pozytywem, zaletą i zwycięstwem. Dzięki nie dostaniu się do II LO, pozbyłem się z otoczenia znajomych z podstawówki, którzy okazali się konformistami i hedonistami, i w dodatku ominęło mnie uczęszczanie do szkoły w której panowała prywata, samowola i dedryngolada moralna. Na pierwszych zajęciach w Conradinum usiadłem w ławce z wysokim smukłym brunetem. Kazano nam na karteczkach wypisać swoje dane. Podczas ich pisania, spojrzeliśmy wzajemnie na swoje zapisy i zapytaliśmy jednocześnie siebie nawzajem: „Czemu piszesz to co ja?” Okazało się, że obaj urodziliśmy się 27 czerwca 1976 r. W ławce ze mną siedział Michał B., fascynat historii, Juliusza Cezara i Napoleona Bonaparte, rzymskokatolik, inteligentny samozdyscyplinowany nonkonformista, który został moim pierwszym Przyjacielem. Szybko staliśmy się swoimi powiernikami, partnerami poważnych dyskusji, które często prowadziliśmy po lekcjach spacerując po Wrzeszczu z paczką słonych paluszków.

Na początku okresu liceum, moim wychowawcą była nauczycielka od j. angielskiego, która nagminnie mnie krytykowała i mi ubliżała (kompensując sobie nieudane relacje z mężczyznami). Jako że było nas w klasie 27 dziewczyn i 3 chłopaków (stan ten ulegał zmianie), a ja byłem najniższy z chłopaków, zaniedbany estetycznie i najbardziej ekscentryczny, upodobała sobie ośmieszające ataki na mnie. W efekcie tego podważała moje poczucie bezpieczeństwa i moją samoocenę, co zaowocowało moim wycofaniem się z życia społecznego klasy, niechęcią do nauki szkolnej (zwłaszcza j. angielskiego) oraz czynnościami ucieczkowymi w postaci wagarów. Szczęśliwie zmieniono nam wychowawcę na Panią Ewę W., empatyczną i wyrozumiałą nauczycielkę WFu, jednak (z powodu zaległości) moje negatywne tendencje pozostały do końca nauki w liceum. Prawie co semestr moja matka otrzymywała wystawione mi nagany za nieusprawiedliwione nieobecności na zajęciach oraz za zagrożenie ocenami niedostatecznymi z kilku przedmiotów. Miałem wówczas także tendencje do tycia, unikałem lekcji WFu, czasami fałszując zwolnienia, i ukułem powiedzenie: „Będę jadł dużo cukierków, żeby mi duża dupa urosła, a wtedy was wszystkich do niej wsadzę”.

Podczas pierwszych letnich wakacji, napisałem powieść pt. Manipulacja, SF osadzony głównie w Watykanie po śmierci Jana Pawła II, wyłuszczenie mojego światopoglądu, z wieloma nowatorskimi pomysłami, które potem pojawiły się w książkach i filmach innych autorów. Nie chcąc przepisywać wszystkiego na czysto, nagrałem odczytanie przeze mnie powieści na kasety magnetofonowe. Kilka osób je odsłuchało, nie zostałem doceniony ani nawet zrozumiany, co mnie zniechęciło do pisania dłuższych utworów prozatorskich. Od okresu szkoły podstawowej, uczęszczałem wówczas na zajęcia koła literackiego stworzonego przez młodego polonistę-społecznika Marka W., inteligentnego nonkonformistycznego rzymskokatolika, który krytykował moje opowiadania oraz inspirował mnie do tworzenia. Jego żona, w dzień przed porodem, odsłuchała Manipulację, twierdziła że jej się podobała i powiła dziecko, które nazwałem Pierwszym Pokoleniem Manipulacji. Koledzy nie wierzyli że jestem autorem moich opowiadań erotycznych, utrzymywali że je przepisałem; koleżanki po przeczytaniu mojego opowiadania, w którym opisuję siebie jako homoseksualistę, przyjęły że nim jestem; a Michał – pierwszy recenzent moich utworów - mówił: „Jesteś pisarzem, pisz!”.

Prawie zawsze przemieszczałem się do szkoły i z niej do domu pieszo, prawie zawsze tak samo ubrany, co spowodowało że wezwano moją matkę do Conradinum, z troski, że nie stać nas na ubrania, gdyż zimą również chodziłem bez kurtki i w trampkach. Podążając do szkoły na 7:45, zauważałem wysokiego rudowłosego chłopaka w mundurze technikum Conradinum, którego trasa pokrywała się z moją. Pewnego dnia zagadałem go; gdy powiedział że interesuje się techniką wojskową, zadeklarowałem że ja również, wówczas zapytał jaką donośność mają pociski z działa kalibru 20 cm, odpowiedziałem że z 30 km. Tak zaczęła się moja znajomość z drugim chronologicznie moim Przyjacielem. Nazywał się Jarosław D., był bardzo ekscentryczny i inteligentny, interesował się militariami i historią wojskowości, zdobywał bardzo wysokie oceny w nauce szkolnej. Bardzo inspirowaliśmy siebie wzajemnie w różnych projektach i działaniach twórczych, stymulowaliśmy siebie wzajemnie w poważnych dyskusjach, oraz graliśmy razem w gry strategiczne żołnierzykami w skali 1:72 (które kolekcjonował) i gry RPG w realu (które prowadził).

W okresie nauki w liceum interesowałem się paranauką: radiestezją (zajmowałem się wahadlarstwem), ufologią, przepowiedniami, astrologią (stawiałem horoskopy), tarotem (też stawiałem), itp. dziedzinami wiedzy – powoli, kolejno je dyskredytując. Kwestia istnienia i cech Boga wydawała mi się kluczowa dla zbudowania prawdziwego światopoglądu, a więc i słusznego życia, toteż kontaktowałem się z wieloma duchownymi rożnych religii i sekt, poszukując prawdy (Kościół Rzymskokatolicki, Świadkowie Jehowy, sekta zielonoświątkowców Nowe Życie, Kościół Zjednoczeniowy Moona, sekta satanistyczna Cybergnostyczny Zakon Infomatrycy, teolodzy islamscy). Już przed bierzmowaniem próbowałem porzucić Kościół Rzymskokatolicki, na spowiedzi poprzedzającej ten sakrament wyłożyłem księdzu niespójność tej religii, jednak rodzice kazali mi do niego wrócić i uzyskać „rozgrzeszenie”. Zmuszali mnie też do uczestnictwa w mszach i innych religijnych imprezach, nie z powodu troski o moje zbawienie, ale z powodu troski o „dobrą opinię o rodzinie”. Wychowywanie dziecka w fałszywych przekonaniach, to jedna z najgorszych rzeczy jakie może uczynić rodzic swojemu dziecku. Trudno potem takie konformistyczne wieloletnie okłamywanie wybaczyć. Gdy zacząłem uczęszczać z własnej inicjatywy na j. arabski, do mieszkających w akademikach dr arabskich, sajida Saleha i sajida Abdullaha (pl. Sługa Allaha), ojciec mój twierdził, że robię wstyd rodzinie przyznając się do ateizmu, że jestem gorszy niż człowiek jaskiniowy, bo nawet oni w coś wierzyli. Arabom mój ateizm nie przeszkadzał, sajjid Abdullah – teolog islamski, który zaproponował mi abym traktował go jak starszego brata, powiedział nawet: „Ktoś kto przejął wiarę po ojcach, tak naprawdę nie wierzy. Tylko ten kto nie przejął zachowania po otoczeniu, tylko ten kto utracił wiarę po ojcach, może naprawdę uwierzyć.”

W bibliotece szkolnej Conradinum po raz pierwszy zetknąłem się z uczennicą Elizą T., która tam pracowała jako wolontariuszka, i która w przyszłości stała się moją Ukochaną, jednak zupełnie tego nie pamiętam, być może dlatego, że wówczas nosiła inny, blond kolor włosów. Tam też pierwszy raz zetknąłem się z Mishimą Yukio, wypożyczając jego Na uwięzi (Na holu), którą to książkę, być może podała mi właśnie Eliza. Dużo grałem w tym okresie w gry na mojej Amidze 500, czasami z Michałem; poznałem subkulturę skinheadów; pewnego dnia na chodniku nieznajoma dziewczyna poprosiła mnie o coś do jedzenia, nie miałem przy sobie, zaprosiłem ją do domu; okazała się artystką plastyczką i zawrzeliśmy dłuższą znajomość, w co moi koledzy nie chcieli mi uwierzyć. Prosząc by sama przygotowała sobie kanapki i herbatę, uświadomiłem sobie, że w przeciwieństwie do zdecydowanej większości moich rówieśników, nie umiem wykonywać podstawowych czynności, że matka i babcia przygotowują mi i podają wszystkie posiłki. Wówczas również zetknąłem się z książką Wywieranie wpływu na ludzi, która utrwaliła u mnie przekonanie o zdeterminowaniu psychiki. Gdy wybrałem się z Jarkiem do Biblioteki Garnizonowej przy koszarach desantowych Niebieskich Beretów, zauważyliśmy ładną dziewczynę i zadeklarowałem towarzyszowi, że opanowałem techniki wywierania wpływu na tyle, że ją poderwę, co też na miejscu uczyniłem, doprowadzając do tego że po ok. 40 minutach szedłem z nią trzymając się za ręce (Jarek z 20 min wcześniej przestał nas śledzić).

Coraz bardziej nie układały mi się relacje interpersonalne z moim ojcem. Już od wczesnego dzieciństwa on, matka i babcia, dawali mi sprzeczne polecenia, wzmagając we mnie poczucie że cokolwiek zrobię – będzie źle. Od wczesnego dzieciństwa też, ojciec dokonywał projekcji i obarczał mnie winą za swoje kłótnie z moją matką, typu: „Zobacz co przez CIEBIE zrobiłem. Przez CIEBIE pokłóciłem się z matką”. W dodatku, od wczesnego dzieciństwa zabierał mi różne przedmioty, zabawki, książki, akwaria, i rozdawał dzieciom swoich znajomych lub im samym – zawsze bardziej liczyła się dla niego opinia i aprobata ludzi z zewnątrz niż własnych bliskich, gdyż przed bliską rodziną nie był w stanie stale grać porządnego faceta, a o aprobatę skomlał, im więcej cierpienia i głupoty uczynił, tym bardziej. Odbieranie mi moich rzeczy i rozdawanie by zyskać aprobatę, wywołało u mnie zaburzenia poczucia bezpieczeństwa a nawet tendencje nihilistyczne. Ojciec też coraz częściej i więcej pił alkoholu. Posuwał się też do przemocy fizycznej: raz uderzył mnie pięścią tak że spadłem z krzesła gdy miał mnie uczyć matematyki, raz pobił mnie pięściami gdy na jego pytanie: czemu tyle zawsze śpię po szkole, odpowiedziałem: a czemu ty jesteś zawsze gruby? Generalnie, mój ojciec był brutalnym hipokrytą, którego działania coraz bardziej były zdominowane przez jego mechanizmy obronne, od zepsucia mi roweru który dostałem na I Komunię, po twierdzenia: że jestem pedałem bo nie interesuję się relacjami z widowisk sportu wyczynowego.

Pewnego dnia, przybity emocjonalnie otaczającym mnie światem, pełnym niedojrzałych intelektualnie ludzi, udałem się na płatną wizytę do psychologa, którego gabinet znajdował się w szkole gastronomicznej. Tam wyłożyłem swój światopogląd, i jako informację zwrotną otrzymałem radę bym czytał książki z zakresu filozofii aby samemu nie dochodzić do tego co już odkryto, oraz budujące emocjonalnie słowa, że pod względem poznania, „znajduję się już pod samym sufitem”. Próbowałem wrócić tam, do tego psychologa po latach, ale sprzątaczki poinformowały mnie że nie ma w szkole żadnego takiego gabinetu i nigdy tam takiego nie było.

Jako pracę maturalną z religii, napisałem esej popularnonaukowy o Biblii, w którym twierdziłem, że święte pismo katolików jest synkretycznym plagiatem bez wartości faktograficznej a desygnat Boga nie istnieje. Ksiądz Dariusz Ł., który mnie z jakiś powodów lubił i twierdził, że jestem ciekawym człowiekiem, wystawił mi za tą pracę ocenę celującą, za wiedzę. Było to posunięcie bardzo pedagogiczne.

Podczas nauki w liceum, uczęszczałem też do Poradni Zdrowia Psychicznego, gdzie spotkałem niekompetentnych, konformistycznych psychologów i psychiatrów, którzy stwierdzili u mnie depresję (która wynikała z mojego światopoglądu) i próbowali ze mnie zrobić przeciętniaka. Oraz do Poradni Wychowawczo-Zawodowej, gdzie długo miałem psychologiczną terapię indywidualną, i gdzie zacząłem psychologiczną terapię grupową. W poradni tej zainicjowałem znajomość z pacjentką Magdą M., uroczą małą dziewczyną, która wówczas wydawała mi się przyjaciółką. Spotkałem tam też blondwłosą Joannę J., którą pierwszy raz świadomie widziałem na boisku Conradinum, i którą po zajęciach zaczepiłem palącą papierosa na chodniku, mówiąc, że taka piękna dziewczyna nie powinna palić (w owym okresie często zagadywałem nieznajome dziewczyny w publicznych miejscach). Po zajęciach grupowych, umówiliśmy się z Joanną J., 15 letnią uczennicą liceum Conradinum, na pierwszą w moim życiu randkę. Było to w lutym, gdy chodziłem już do klasy maturalnej.

Spotkaliśmy się wieczorem na gdańskiej starówce, nad Motławą, gdy gwiazdy odbijały się w ciemnej tafli rzeki (nie było wówczas reflektorów), powiedziała żebym ją pocałował. Poinformowałem ją że mam katar, odparła że to nieważne, i pierwszy raz nieudolnie i nieśmiało pocałowałem kobietę. Spacerując dalej wzdłuż rzeki, wyjawiła mi parafrazując, że oddaje się seksualnie mężczyznom za pieniądze. Zaproponowałem jej więc popełnienie shinju – wspólnego samobójstwa kochanków, stanowczo odmówiła – nie wiedziałem wówczas, że dlatego, iż rozwiązły seksualnie tryb życia ją satysfakcjonował. Gdy zaszliśmy w ciemne miejsce, zaproponowała bym ją dotykał, zacząłem i odmówiłem, zbity z tropu i niechcący stać się takim jak ONI, INNI.

Zawarliśmy związek, płaciłem Joannie J., by nie była z nikim seksualnie, ze mną też. To były małe kwoty, po kilkadziesiąt złotych. Szybko się we mnie zadurzyła i uznała mnie za autorytet. Wówczas doszło z nią do mojej inicjacji seksualnej, czego przebiegu nie przypominam sobie, ponieważ wielokrotnie dochodziło do jakiś czynności seksualnych różnego rodzaju i różnego poziomu intymności, oraz ponieważ powypierałem wspomnienia aktów seksualnych z moimi partnerkami. Straszliwie cierpiałem psychicznie, odczuwając na co dzień, że „wielu śmieci zbrukało moją miłość”, chłopacy z zawodówki (też ci z którymi uprawiała seks) krzyczeli za nami w korytarzach Conradinum, w szkole w łazienkach i na ławkach widniały napisy o niej, typu: „Asia Daje za darmo Atrakcja – ma AIDS” i nr jej stacjonarnego telefonu. Trzykrotnie stchórzyłem, i nie zaatakowałem plebsiarzy, gdy uważałem że powinienem. Po wyjściach ze szkoły czułem, że „jestem milijon, bo za miliony kocham i cierpię katusze”, co mnie, przez łzy, dowartościowywało. Z Przyjacielem Jarkiem próbowaliśmy zastraszyć drwiących Conradinowców; przy pierwszym zalążku naszej Organizacji, posyłaliśmy agentów aby śledzili Joannę i zdawali nam raporty; wypłakiwałem się z cierpienia przed sajidem Abdullahem, który mówił mi, że jeśli ona nie kłamie jest do uratowania, jeśli kłamie – jest nic nie warta. Kłamała notorycznie, aby zyskiwać aprobatę różnych osób. A mój znajomy lekarz, inteligentny naukowiec, dr geriatrii Bogusławski, który powiedział mojej mamie że nie widział jeszcze nigdy tak inteligentnego młodego człowieka jak ja, nie wierzył mi że Joasia miała 20 partnerów seksualnych przede mną, twierdził że ona musi zmyślać. Gdy Joasia opowiedziała mi jak została wykorzystana przez 3 chłopków z zawodówki Conradinum, którzy wzięli ją po kolei na boisku, postanowiłem ich zabić. Znalezionym przez mojego Przyjaciela Michała dla mnie w antykwariacie, i kupionym sobie przeze mnie, oficerskim mieczem japońskim poczyniłem nacięcia na wierzchu swojej lewej dłoni by blizny mi przypominały co mam uczynić. A Joanna prowadziła mnie w „magiczne” miejsca w okolicznych lasach i na okolicznych wzgórzach, znalazłem tam swoje „Drzewo Poznania” i „Lampę z Narni”; nalegała byśmy uprawiali seks w parkach; stała się pierwszą osobą którą zahipnotyzowałem; nauczyła mnie palić papierosy; upijaliśmy się piwami w pubie Cocney; spacerowałem z nią i jej koleżanką po bokach czując się „młodym bogiem”; jednak moje próby przewarunkowania jej spełzły na niczym, zdradziła mnie i porzuciła po ok. 4 miesiącach związku, tuż przed moją maturą. Myślę, że wiem co i jak ukształtowało Joannę J., jaki udział w tym miała jej rodzina (należąca do 2 sekt), jednak to nie miejsce by o tym pisać.

Moje prace pisemne na j. polski zazwyczaj były niezrozumiane, oceniane jako: nie na temat, a pod jedną widniała notka, że polonistka ma dość moich „wynaturzeń rozbuchanego młodzieńca”. Próbną pracę maturalną z historii o II wojnie światowej, rozpocząłem pisać od metafory: w XVI wiecznej Japonii Takeda Shingen nie pokonał prowincji Shinano i nie udało mu się zdobyć Japonii, USAnini zatopili megapancernik Shinano i podporządkowali sobie całą Ziemię. Historyczka Hoffman wyceniła tą prace na 3; ekscentryczny i błyskotliwy historyk „prof.” Tomczyk, w którym dużyła się Joanna nazywając go Kryzysem, stwierdził że u Hoffman przeważa myślenie proletariackie a ja jestem „Nietzsche-Schopenhauer Zagrodowy”. Maturę zdałem na mierne i dostateczne, a podczas jednego z egzaminów pisemnych dostałem ataku dysocjacji i straciłem władzę w ręce na blisko pół godziny. Ustny j. angielski zdałem po wakacjach, rezygnując z przystąpienia do niego w pierwszym terminie. W każdym razie, w wyznaczonym terminie udało mi się ukończyć Conradinum, czego nie udało się Gunterowi Grassowi, którego ze szkoły wyrzucono (jego ówczesny dom znajdował się ok. 300 m od mojego aktualnego).

Po maturze zdałem egzaminy na studia zaoczne z Bibliotekoznawstwa i Informacji Naukowej na UG, i zostałem przyjęty na tenże kierunek. Zakładałem, że dużo poznam na tych studiach, wiedzy i naukowców, oraz że zapoznają mnie one z literaturą, ale nie na tyle intensywnie jak studia filologiczne, które mogą mnie wcisnąć w ramy i schematy, zabić moją kreatywność i oryginalność. I zakładałem, że zaoczność studiów zapewni mi czas konieczny do pisania, zwłaszcza mojej powieści pt. Uczeń istnienia. Jak się potem okazało, moje założenia i plany były błędne.



mentat 23/10/2008 13:52:10 kalendarza gregoriańskiego [Powrót] Komentuj

|| FS ||
Sporo z tego już znałem, kilka rzeczy mnie zaskoczyło. Tekst był "oświecający" w kilku kwestiach i cenny przez to, że szczerze chciałeś określic przyczyny konkretnych rzeczy wśród zdarzeń z przeszłości.

Hominem te.
brak www || data: 16/12/2008 21:44:21 kalendarza gregoriańskiego
chello087207104205.chello.pl || IP: 87.207.104.205